PAN TADEUSZ, KSIĘGA TRZECIA |
Z łaski nieba
Zostawię mu kęs niezły szlacheckiego chleba; Już mu też czas obmyśleć los, postanowienie; Ale zważaj no, Aśćka, moje utrapienie! Wiesz, że pan Jacek, brat mój, Tadeusza ociec, Dziwny człowiek, zamiarów jego trudno dociec, Nie chce wracać do kraju, Bóg wie gdzie się kryje, Nawet nie chce synowi oznajmić, że żyje, A ciągle nim zarządza. Naprzód w legijony Chciał go posyłać; byłem okropnie zmartwiony. Potem zgodził się przecie, by w domu pozostał I żeby się ożenił. Jużbyć żony dostał; Partyję upatrzyłem; nikt z obywateli Nie wyrówna z imienia ani z parenteli Podkomorzemu; jego starsza córka Anna Jest na wydaniu, piękna i posażna panna. Chciałem zagaić". - Na to Telimena zbladła, Złożyła książkę, wstała nieco i usiadła. "Jak mamę kocham, rzekła, czy to, Panie Bracie, Jest w tym sens jaki? czy tłumaczenia angielski wy Boga w sercu macie? To myślisz Tadeusza zostać dobrodziejem, Jeśli młodego chłopca zrobisz grykosiejem! Świat mu zawiążesz! wierz mi, kląć was kiedyś będzie! Zakopać taki talent w lasach i na grzędzie! Wierz mi, ile poznałam, pojętne to dziecię, Warto, żeby na wielkim przetarło się świecie; Dobrze Brat zrobi, gdy go do stolicy wyśle; Na przykład do Warszawy? lub wie Brat, co myślę, Żeby do Peterburka? Ja pewnie tej zimy Pojadę tam dla sprawy; razem ułożymy, Co zrobić z Tadeuszem; znam tam wiele osób, Mam wpływy: to najlepszy kreacyi sposób. Za mą pomocą znajdzie wstęp w najpierwsze domy, A kiedy będzie ważnym osobom znajomy, Dostanie urząd, order; wtenczas niech porzuci Służbę, jeżeli zechce, niech do domu wróci, Mając już i znaczenie, i znajomość świata. I cóż Brat myśli o tym?" - "Jużci, w młode lata, Rzekł Sędzia, nieźle chłopcu trochę się przewietrzyć, Obejrzeć się na świecie, między ludźmi przetrzeć; Ja za młodu niemało świata objechałem: Byłem w Piotrkowie, w Dubnie, to za trybunałem Jadąc jako palestrant, to własne swe sprawy Forytując, jeździłem nawet do Warszawy. Człek niemało skorzystał! chciałbym i synowca Wysłać pomiędzy ludzie, prosto jak wędrowca, Jak czeladnika, który terminuje lata, Ażeby nabył trochę znajomości świata. Nie dla rang ni orderów! proszę uniżenie, Ranga moskiewska, order, cóż to za znaczenie? Któryż to z dawnych panów, ba, nawet dzisiejszych, Między szlachtą w powiecie nieco zamożniejszych, Dba o podobne fraszki; przecież są w estymie U ludzi, bo szanujem w nich ród, dobre imię, Albo urząd, lecz ziemski, przyznany wyborem Obywatelskim, nie zaś czyimś tam faworem". Telimena przerwała: "Jeśli Brat tak myśli, Tym lepiej, więc go jako wojażera wyślij". "Widzi Siostra, rzekł Sędzia skrobiąc smutnie głowę, Chciałbym bardzo, cóż, kiedy mam trudności nowe! Pan Jacek nie wypuszcza z opieki swej syna I przysłał mi tu właśnie na kark bernardyna Robaka, który przybył z tamtej strony Wisły, Przyjaciel brata, wszystkie wie jego zamysły; A więc o Tadeusza już wyrzekli losie I chcą, by się ożenił, aby pojął Zosię, Wychowankę Wać Pani; oboje dostaną, Oprocz fortunki mojej, z łaski Jacka wiano W kapitałach; wiesz Aśćka, że ma kapitały, I z łaski jego mam też fundusz prawie cały, Ma więc prawo rozrządzać. - Aśćka pomyśl o tem, Żeby się to zrobiło z najmniejszym kłopotem; Trzeba ich z sobą poznać. Prawda, bardzo młodzi, Szczególnie Zosia mała, lecz to nic nie szkodzi; Czas by już Zośkę wreszcie wydobyć z zamknięcia, Bo wszakci to już pono wyrasta z dziecięcia". Telimena, zdziwiona i prawie wylękła, Podnosiła się coraz, na szalu uklękła; Zrazu słuchała, pilnie potem dłoni ruchem Przeczyła, ręką żwawo wstrząsając nad uchem, Odpędzając jak owad nieprzyjemne słowa Na powrót w usta mówcy. "A! a! to rzecz nowa! Czy to Tadeuszowi szkodzi, czy nie szkodzi, Rzekła z gniewem, sądź o tym sam Wać Pan Dobrodziej; Mnie nic do Tadeusza, sami o nim radźcie, Zróbcie go ekonomem, lub w karczmie posadźcie, Niech szynkuje, lub z lasu niech źwierzynę znosi: Z nim sobie, co zechcecie, zróbcie; lecz do Zosi? Co Wać Państwu do Zosi? Ja jej ręką rządzę, Ja sama! Że pan Jacek dawał był pieniądze Na wychowanie Zosi, i że jej wyznaczył Małą pensyjkę roczną, więcej przyrzec raczył, Toć jej jeszcze nie kupił. Zresztą Państwo wiecie, I dotąd jeszcze o tym wiadomo na świecie, Że hojność Państwa dla nas nie jest bez powodu, Winni coś Soplicowie dla Horeszków rodu". (Tej części mowy Sędzia słuchał z niepojętem Pomieszaniem, żałością i widocznym wstrętem; Jakby lękał się reszty mowy, głowę skłonił I ręką potakując, mocno się zapłonił). Telimena kończyła: "Byłam jej piastunką, Jestem krewną, jedyną Zosi opiekunką. PAN TADEUSZ, KSIĘGA TRZECIA tłumaczenia angielski fragment 80 |
| 2008-11-11 15:58:09 |
Inne artykuły :
- Metrohouse to profesjonalny serwis prezentacji nieruchomości
- Peugeot 504 Coupe
- Certyfikaty energetyczne zmienią niewiele
- W pustyni i w puszczy, rozdział 9, str 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 4
- W pustyni i w puszczy, rozdział 23, str. 5
- W pustyni i w puszczy, rozdział 39, str. 5
- Rynek dyskontuje wszystko
- Oświetlenie zewnętrzne
- POSTRZEGANIE KOLORÓW
- Prus Lalka, Tom 1 rozdział 4
- Prus Lalka, Tom 2 rozdział 1
- 11 niezmiennych zasad skutecznego działania
- Krasicki, Pijaństwo