PAN TADEUSZ, KSIĘGA TRZECIA |
- "W lewo, zapytał Hrabia, czy na prawo?"
Ogrodniczka, podniosłszy błękitne oczęta, Zdawała się go badać, ciekawością zdjęta: Bo dom o tysiąc kroków widny jak na dłoni, A Hrabia drogi pyta? Ale Hrabia do niéj Chciał koniecznie coś mówić i szukał powodu Rozmowy.- "Panna mieszka tu? blisko ogrodu? Czy na wsi? jak to było, żem Panny we dworze Nie widział? czy niedawno tu? przyjezdna może?" Dziewczę wstrząsnęło głową. - "Przepraszam, Panienko, Czy nie tam pokój Panny, gdzie owe okienko?" Myślił zaś w duchu: jeśli nie jest heroiną Romansów, jest młodziuchną, prześliczną dziewczyną. Zbyt często wielka dusza, myśl wielka, ukryta W samotności, jak róża śród lasów rozkwita; Dosyć ją wynieść na świat, postawić przed słońcem, Aby widzów zdziwiła jasnych barw tysiącem! Ogrodniczka tymczasem powstała w milczeniu, Podniosła jedno dziecię zwisłe na ramieniu, Drugie wzięła za rękę, a kilkoro przodem Zaganiając jak gąski, szła dalej ogrodem. Odwróciwszy się rzekła: "Czy też Pan nie może Rozbiegłe moje ptastwo wpędzić nazad w zboże?" "Ja ptastwo pędzać?" krzyknął Hrabia z zadziwieniem; Ona tymczasem znikła zakryta drzew cieniem. Chwilę jeszcze z szpaleru przez majowe zwoje Przeświecało coś na wskróś, tłumaczenia angielski jakby oczu dwoje. Samotny Hrabia długo jeszcze stał w ogrodzie: Dusza jego, jak ziemia po słońca zachodzie, Ostygała powoli, barwy brała ciemne; Zaczął marzyć, lecz sny miał bardzo nieprzyjemne. Zbudził się, sam nie wiedząc, na kogo się gniewał; Niestety, mało znalazł! nadto się spodziewał! Bo gdy zagonem pełznął ku owej pasterce, Paliło mu się w głowie, skakało w nim serce; Tyle wdzięków w tajemnej nimfie upatrywał, W tyle ją cudów ubrał, tyle odgadywał! Wszystko znalazł inaczej: prawda, że twarz ładną, Kibić miała wysmukłą, ale jak nieskładną! A owa pulchność liców i rumieńca żywość, Malująca zbyteczną, prostacką szczęśliwość! Znak, że myśl jeszcze drzemie, że serce nieczynne! I owe odpowiedzi, tak wiejskie, tak gminne! "Po cóż się łudzić, krzyknął, zgaduję po czasie! Moja nimfa tajemna pono gęsi pasie!" Z nimfy zniknieniem całe czarowne przezrocze Zmieniło się: te wstęgi, te kraty urocze, Złote, srebrne, niestety! więc to była słoma? Hrabia z załamanymi poglądał rękoma Na snopek uwiązanej trawami mietlicy, Którą brał za pęk strusich piór w ręku dziewicy Nie zapomniał naczynia: złocista konewka, Ów różek Amaltei, była to marchewka! Widział ją w ustach dziecka pożeraną chciwie: Więc było po uroku! po czarach! po dziwie! Tak chłopiec, kiedy ujrzy cykoryi kwiaty, Wabiące dłoń miękkimi, lekkimi bławaty, Chce je pieścić, zbliża się, dmuchnie, i z podmuchem Cały kwiat na powietrzu rozleci się puchem, A w ręku widzi tylko badacz zbyt ciekawy Nagą łodygę szarozielonawej trawy. Hrabia wcisnął na oczy kapelusz i wracał Tamtędy, kędy przyszedł, ale drogę skracał Stąpając po jarzynach, kwiatach i agreście, Aż przeskoczywszy parkan odetchnął nareście! Przypomniał, że dziewczynie mówił o śniadaniu; Może już wszyscy wiedzą o jego spotkaniu W ogrodzie, blisko domu? może szukać wyślą? Postrzegli, że uciekał? kto wie, co pomyślą? Więc wypadało wrócić. Chyląc się u płotów, Około miedz i zielska, po tysiącach zwrotów Rad był przecież, że wyszedł w końcu na gościniec, Który prosto prowadził na dworski dziedziniec. Szedł przy płocie, a głowę odwracał od sadu, Jak złodziej od śpichlerza, aby nie dać śladu, Że go myśli nawiedzić albo już nawiedził. Tak Hrabia był ostróżny, choć go nikt nie śledził; Patrzył w stronę przeciwną ogrodu, na prawo. Był gaj z rzadka zarosły, wysłany murawą; Po jej kobiercach, na wskroś białych pniów brzozowych, Pod namiotem obwisłych gałęzi majowych, Snuło się mnóstwo kształtów, których dziwne ruchy, Niby tańce, i dziwny ubiór: istne duchy Błądzące po księżycu. Tamci w czarnych, ciasnych, Ci w długich, rozpuszczonych szatach, jak śnieg jasnych; Tamten pod kapeluszem jak obręcz szerokim, Ten z gołą głową; inni, jak gdyby obłokiem Obwiani, idąc, na wiatr puszczają zasłony, Ciągnące się za głową jak komet ogony. Każdy w innej postawie: ten przyrosł do ziemi, Tylko oczyma kręci na dół spuszczonemi; Ów, patrząc wprost przed siebie, niby senny kroczy Jak po linie, ni w prawo, ni w lewo nie zboczy; Wszyscy zaś ciągle w różne schylają się strony Aż do ziemi, jak gdyby wybijać pokłony. Jeżeli się przybliżą albo się spotkają, Ani mówią do siebie, ani się witają, Głęboko zadumani, w sobie pogrążeni. Hrabia widział w nich obraz elizejskich cieni, Które chociaż boleściom, troskom niedostępne, Błąkają się spokojne, ciche, lecz posępne. Któż by zgadnął, że owi, tak mało ruchomi, Owi milczący ludzie - są nasi znajomi? Sędziowscy towarzysze! z hucznego śniadania Wyszli na uroczysty obrzęd grzybobrania: Jako ludzie rozsądni, umieją miarkować Mowy i ruchy swoje, aby je stosować W każdej okoliczności do miejsca i czasu. Dlatego, nim ruszyli za Sędzią do lasu, Wzięli postawy tudzież ubiory odmienne, Służące do przechadzki opończe płócienne, Którymi osłaniają po wierzchu kontusze, A na głowy słomiane wdziali kapelusze, Stąd biali wyglądają jak czyscowe dusze. Młodzież także przebrana, oprocz Telimeny I kilku po francusku chodzących. PAN TADEUSZ, KSIĘGA TRZECIA tłumaczenia angielski fragment 40 |
| 2008-11-11 15:58:09 |
Inne artykuły :
- Metrohouse to profesjonalny serwis prezentacji nieruchomości
- Tłumaczenia on line
- Jesień 2008 będzie ciekawa
- W pustyni i w puszczy, rozdział 18, str. 1
- W pustyni i w puszczy, rozdział 23, str. 5
- W pustyni i w puszczy, rozdział 26, str. 2
- W pustyni i w puszczy, rozdział 40, str. 4
- OBSŁUGA TECHNICZNA W OKRESIE GWARANCJI
- Sklepy cynamonowe,sierpień,3
- Prus Lalka, Tom 2 rozdział 1
- Szekspir, Makbet
- Obcokrajowcy na rynku najmu
- Działki budowlane w pirwszym półroczu 2009 r - komentarz
- Szydło w worku - Anton Czechow