PAN TADEUSZ, KSIĘGA TRZECIA |
Nikt oprócz mnie nie będzie myślił o jej szczęściu".
"A jeśli ona szczęście znajdzie w tym zamęściu?"
Rzekł Sędzia wzrok podnosząc. "Jeśli Tadeuszka
Podoba?" - "Czy podoba? to na wierzbie gruszka Podoba, nie podoba, a to mi rzecz ważna! Zosia nie będzie, prawda, partyja posażna, Ale też nie jest z lada wsi, lada szlachcianka, Idzie z Jaśnie Wielmożnych, jest Wojewodzianka, Rodzi się z Horeszkówny; małżonka dostanie! Staraliśmy się tyle o jej wychowanie! Chybaby tu zdziczała". - Sędzia pilnie słuchał Patrząc w oczy; zdało się, że się udobruchał, Bo rzekł dosyć wesoło: "No, to i cóż robić, Bóg widzi, szczerze chciałem interesu dobić; Tylko bez gniewu. Jeśli Aśćka się nie zgodzi, Aśćka ma prawo; smutno - gniewać się nie godzi; Radziłem, bo brat kazał, nikt tu nie przymusza; Gdy Aśćka rekuzuje pana Tadeusza, Odpisuję Jackowi, że nie z mojej winy Nie dojdą Tadeusza z Zosią zaręczyny. Teraz sam będę radzić; pono z Podkomorzym Zagaimy swatostwo i resztę ułożym". Przez ten czas Telimena ostygła z zapału: "Ja nic nie rekuzuję, Braciszku, pomału! Sam mówiłeś, że jeszcze za wcześnie, - zbyt młodzi,- Rozpatrzmy się, czekajmy, nic to nie zaszkodzi, Poznajmy z sobą państwa młodych; będziem zważać, Nie można szczęścia drugich tak na tłumaczenia angielski traf narażać; Ostrzegam tylko wcześnie, niech Brat Tadeusza Nie namawia, kochać się w Zosi nie przymusza, Bo serce nie jest sługa, nie zna, co to pany, I nie da się przemocą okuwać w kajdany". Za czym Sędzia, powstawszy, odszedł zamyślony; Pan Tadeusz z przeciwnej przybliżał się strony Udając, że szukanie grzybów tam go zwabia; W tymże kierunku z wolna posuwał się Hrabia. Hrabia podczas Sędziego sporów z Telimeną Stał za drzewami, mocno zdziwiony tą sceną; Dobył z kieszeni papier i ołówek, sprzęty, Które zawsze miał z sobą, i na pień wygięty Rozpiąwszy kartkę, widać, że obraz malował, Mówiąc sam z sobą: "Jakbyś umyślnie grupował: Ten na głazie, ta w trawie, grupa malownicza! Głowy charakterowe! z kontrastem oblicza!" Podchodził, wstrzymywał się, lornetkę przecierał, Oczy chustką obwiewał i coraz spozierał: "Miałożby to cudowne, śliczne widowisko Zginąć albo zmienić się, gdy podejdę blisko? Ten aksamit traw będzież to mak i botwinie? W nimfie tej czyż obaczę jaką ochmistrzynię?" Choć Hrabia Telimenę już dawniej widywał W domu Sędziego, w którym dosyć często bywał, Lecz mało ją uważał; zadziwił się zrazu, Rozeznając w niej model swojego obrazu. Miejsca piękność, postawy wdzięk i gust ubrania Zmieniły ją, zaledwie była do poznania. W oczach świeciły jeszcze niezagasłe gniewy; Twarz ożywiona wiatru świeżymi powiewy, Sporem z Sędzią i nagłym przybyciem młodzieńców, Nabrała mocnych, żywszych niż zwykle rumieńców. "Pani, rzekł Hrabia, racz mej śmiałości darować, Przychodzę i przepraszać, i razem dziękować. Przepraszać, że jej kroków śledziłem ukradkiem, I dziękować, że byłem jej dumania świadkiem; Tyle ją obraziłem! winienem jej tyle! Przerwałem chwile dumań: winienem ci chwile Natchnienia! chwile błogie! potępiaj człowieka, Ale sztukmistrz twojego przebaczenia czeka! Na wielem się odważył, na więcej odważę! Sądź!" - tu ukląkł i podał swoje peizaże. Telimena sądziła malowania proby Tonem grzecznej, lecz sztukę znającej osoby; Skąpa w pochwały, lecz nie szczędziła zachętu: "Brawo, rzekła, winszuję, niemało talentu. Tylko Pan nie zaniedbuj; szczególniej potrzeba Szukać pięknej natury! O, szczęśliwe nieba Krajów włoskich! różowe Cezarów ogrody! VVy, klasyczne Tyburu spadające wody! I straszne Pauzylipu skaliste wydroże! To, Hrabio, kraj malarzów! U nas, żal się Boże. Dziecko muz, w Soplicowie oddane na mamki, Umrze pewnie. Mój Hrabio, oprawię to w ramki Albo w album umieszczę, do rysunków zbiorku, Które zewsząd skupiałam: mam ich dosyć w biurku". Zaczęli więc rozmowę o niebios błękitach, Morskich szumach, i wiatrach wonnych, i skał szczytach, Mieszając tu i ówdzie, podróżnych zwyczajem, Śmiech i urąganie się nad ojczystym krajem. A przecież wokoło nich ciągnęły się lasy Litewskie! tak poważne i tak pełne krasy!- Czeremchy oplatane dzikich chmielów wieńcem, Jarzębiny ze świeżym pasterskim rumieńcem, Leszczyna jak menada z zielonymi berły, Ubranymi jak w grona, w orzechowe perły; A niżej dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin, Ożyna czarne usta tuląca do malin. Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce, Jak do tańca stające panny i młodzieńce Wkoło pary małżonków. PAN TADEUSZ, KSIĘGA TRZECIA tłumaczenia angielski fragment 100 |
| 2008-11-11 15:58:09 |
Inne artykuły :
- Tłumaczenia on line
- Peugeot 504 Coupe
- W pustyni i w puszczy, rozdział 9, str 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 23, str. 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 23, str. 5
- W pustyni i w puszczy, rozdział 30, str. 1
- W pustyni i w puszczy, rozdział 39, str. 5
- Oświetlenie zewnętrzne
- POSTRZEGANIE KOLORÓW
- 11 niezmiennych zasad skutecznego działania
- Andersen, Brzydkie kaczątko
- Marketing Targów
- Obcokrajowcy na rynku najmu
- Wykrzyknik, Anton Czechow