W pustyni i w puszczy, rozdział 12, str. 3

78 Drugiego dnia w południe, po owym długim etapie, Staś i Nel, którzy jechali tym razem na jednym wielbłądzie, mieli chwilę radosnego wzruszenia. Zaraz po wschodzie słońca unosiła się nad pustynią jasna i przezrocza mgła, która jednak wnet opadła. Potem, gdy słońce wzbiło się wyżej, upał uczynił się większy niż w dniach
tłumacz piaseczno poprzednich. W chwilach gdy wielbłądy przystawały, nie było czuć najmniejszego powiewu, tak że zarówno powietrze, jak i piaski zdawały się spać w cieple, świetle i ciszy. Karawana wjechała właśnie na wielką, jednostajną równinę nie poprzerywaną khorami, gdy nagle oczom dzieci przedstawił się cudny widok. Kępy smukłych
palm i drzew pieprzowych, plantacje mandarynek, białe domy, mały
meczet ze strzelistym minaretem, a niżej mury otaczające ogrody,
wszystko to pojawiło się z taką wyrazistością i w odległości tak
niewielkiej, iż można była mniemać, że po upływie pół godziny
karawana znajdzie się wśród drzew oazy. – Co to? – zawołał Staś.
– Nel! Nel! patrz! Nel podniosła się i na razie zamilkła ze zdumienia, ale po chwili poczęła krzyczeć z radości: – Medinet! do tatusia! do tatusia! A Staś aż pobladł ze wzruszenia. – Doprawdy. Może to Kharge. Ale nie! to chyba Medinet. Poznaję minaret i widzę nawet wiatraki na studniach. Jakoż istotnie w oddali błyszczały wysoko wzniesione wiatraki studni amerykańskich podobne do wielkich białych gwiazd. Na zielonym tle drzew widać je było tak dokładnie, że bystry wzrok Stasia mógł odróżnić pomalowane na czerwono brzegi skrzydeł. – To Medinet!.
Staś wiedział przecie i z książek, i z opowiadań, że na pustyni
istnieją majaki, zwane fatamorgana, i że nieraz podróżnym zdarza się
widzieć oazy, miasta, kępy drzew i jeziora, które są niczym innym,
jak złudą, grą światła i odbiciem rzeczywistych, dalekich
przedmiotów. Ale tym razem zjawisko było tak wyraźne, tak niemal 79 dotykalne, że jednak nie mógł wątpić, iż widzi prawdziwe Medinet. Oto wieżyczka na domu mudira, oto urządzony pod samym szczytem minaretu kolisty ganek, z którego muezin woła do modlitwy, oto znajome grupy drzew – i zwłaszcza te wiatraki! Nie – to musi być rzeczywistość. Chłopcu przyszło na myśl, że może Sudańczycy zastanowiwszy się nad położeniem przyszli do przekonania, że nie uciekną, i nic mu nie mówiąc nawrócili do Fajumu. Ale spokój ich nasunął mu pierwsze wątpliwości.
W pustyni i w puszczy, rozdział 12, str. 3 tłumacz piaseczno fragment 20

2008-10-15 11:28:30