W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 4

135 Gebhr przypomniał sobie od razu strzały na jeziorze Karoun i wobec straszliwego niebezpieczeństwa prędko zaniechał oporu. Z wielkim nawet pośpiechem podał chłopcu sztucer, a Chamis otworzył co duchu pudło z nabojami, z którego Staś zaczerpnął pełną garścią. Potem zeskoczył z konia, wsunął ładunki w lufy i ruszył naprzód. Przez pierwszych kilka kroków był jakby odurzony i widział tylko siebie i Nel z szyjami poderżniętymi nożem Gebhra. Ale wnet bliższe i straszniejsze niebezpieczeństwo kazało mu zapomnieć o wszystkim innym. Miał przed sobą lwa! Na widok zwierza pociemniało mu w oczach. Poczuł zimno w policzkach i w nosie, poczuł, że nogi ma
tłumacz hiszpański jak ołowiane i że mu brak tchu.
Po prostu bał się. W Port-Saidzie
czytywał, nawet i w czasie lekcji, o polowaniach na lwy, ale co
innego było oglądać obrazki w książkach, a co innego stanąć oko w
oko z potworem, który teraz oto patrzył na niego jakby ze
zdziwieniem, marszcząc swe szerokie, podobne do tarczy czoło. Arabowie przytaili dech w piersiach, albowiem nigdy w życiu nie widzieli nic podobnego. Z jednej strony mały chłopiec, który wśród wysokich skał wydawał się jeszcze mniejszy, z drugiej potężny zwierz, złoty w promieniach słońca, wspaniały, groźny – „pan z wielką głową”, jak mówią Sudańczycy. Staś przemógł całą siłą woli bezwładność nóg i posunął się dalej. Jeszcze przez chwilę wydało mu się, że serce podchodzi mu aż do gardła – i trwało to dopóty, dopóki nie podniósł strzelby do twarzy. Wówczas trzeba było myśleć o czym innym. Czy zbliżyć się więcej, czy już strzelać? Gdzie mierzyć? Im mniejsza odległość, tym strzał pewniejszy. a zatem dalej! dalej! kroków czterdzieści jeszcze za dużo. trzydzieści! – dwadzieścia! Już powiew przynosi ostry zwierzęcy swąd. Chłopiec stanął. „Kula między oczy albo po mnie! – pomyślał. – W imię Ojca i Syna!.
W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 4 tłumacz hiszpański fragment 20

2008-10-20 11:03:00