W pustyni i w puszczy, rozdział 26, str. 2 |
182
– Jestem pewna – mówiła Nel – że gdybyśmy do niego teraz
zeszli, nie zrobiłby nam nic złego.
I poczęła nań wołać:
– Słoniu, kochany słoniu, prawda, że nie zrobiłbyś nam nic złego?
A gdy słoń kiwnął w odpowiedzi trąbą, zwróciła się do Stasia:
– Widzisz, powiada, że tak.
– Być może – odrzekł Staś.– Są to zwierzęta bardzo inteligentne i
ten zrozumiał już niezawodnie, że oboje jesteśmy mu potrzebni. Kto
wie, czy nie odczuwa też i trochę wdzięczności dla nas; lepiej jednak
jeszcze nie próbować, a zwłaszcza niech nie próbuje Saba, gdyż jego
zabiłby z pewnością. Ale z czasem może się i oni poprzyjaźnią.
Dalsze zachwyty nad słoniem przerwał im Kali, który przewidując, że będzie musiał co dzień pracować na wyżywienie olbrzyma, zbliżył się do tłumacz on line Stasia z zachęcającym uśmiechem i rzekł: – Pan wielki zabić słonia, a Kali go jeść, zamiast zbierać trawę i gałęzie. Lecz „pan wielki” był już o sto mil od chęci zabicia słonia, a że przy tym był z natury niezmiernie żywy, odpowiedział na poczekaniu: – Jesteś osioł. Na nieszczęście zapomniał, jak jest osioł w języku ki-swahili, i powiedział po angielsku donkey. Kali zaś nie rozumiejąc po angielsku poczytał widocznie ten wyraz za jakiś komplement czy jakąś pochwałę dla siebie, gdyż w chwilę później dzieci usłyszały, jak zwróciwszy się do Mei mówił chełpliwie: – Mea mieć czarną skórę i czarny mózg, a Kali jest donkey. Po czym dodał z dumą: – Sam pan wielki powiedział, że Kali jest donkey. Tymczasem Staś przykazawszy obojgu, by pilnowali jak oka w głowie panienki i w razie jakiegokolwiek wypadku przywołali go natychmiast, wziął strzelbę i poszedł do owej oderwanej skały, która zamykała wąwóz. Przybywszy na miejsce obejrzał ją uważnie, zbadał wszystkie jej pęknięcia, wsunął pręt w szparę, którą znalazł w dolnej części głazu, zmierzył starannie jej głębokość, następnie wrócił wolnym krokiem do obozowiska i otworzywszy puszkę z nabojami począł je liczyć. Zaledwie doliczył jednak do trzystu, gdy z baobabu rosnącego o pięćdziesiąt kroków od namiotu rozległ się głos Mei: – Panie, panie! Staś zbliżył się do olbrzymiego drzewa, którego pień, wypróchniały przy ziemi, wyglądał jak wieża, i zapytał: – Czego chcesz? – Niedaleko widać dużo zebr, a dalej pasą się antylopy. |
| 2008-10-20 23:08:42 |
Inne artykuły :
- Tłumaczenia on line
- W pustyni i w puszczy, rozdział 9, str 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 12, str. 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 4
- W pustyni i w puszczy, rozdział 30, str. 1
- W pustyni i w puszczy, rozdział 37, str. 3
- POSTRZEGANIE KOLORÓW
- SKLEPY CYNAMONOWE, NOC WIELKIEGO SEZONU
- Prus Lalka, Tom 1 rozdział 17
- PAN TADEUSZ, KSIĘGA TRZECIA
- Andersen, Brzydkie kaczątko
- Krasicki, Pijaństwo
- Obcokrajowcy na rynku najmu
- Szydło w worku - Anton Czechow