W pustyni i w puszczy, rozdział 30, str. 1

Pewnego dnia przy wieczerzy Nel podniósłszy da ust kawałek wędzonego mięsa odsunęła go nagle jakby ze wstrętem – i rzekła: – Nie mogę dziś jeść.
Staś, który poprzednio dowiedział się od Kalego, gdzie są
pszczoły, i podkurzał je teraz codziennie, by rabować im miód, był
pewien, że mała zjadła w ciągu dnia za dużo miodu, i dlatego nie
zwrócił uwagi na jej brak chęci do jedzenia. Lecz ona po chwili wstała i poczęła chodzić śpiesznie wedle ogniska, zataczając coraz większe koła. – A nie oddalaj się zanadto – wołał na nią chłopiec – bo jeszcze cię co porwie. W rzeczywistości nie obawiał się jednak niczego, albowiem obecność słania, którą dzikie zwierzęta czuły, i jego trąbienie, które dochodziło do ich czujnych uszu, trzymały je w przyzwoitej odległości. Zapewniało to bezpieczeństwo zarówno ludziom, jak i koniom, albowiem najstraszniejsi nawet w dżungli drapieżnicy, jak lew, pantera i lampart, wolą nie mieć do czynienia ze słoniem i nie zbliżać się zanadto do jego kłów i trąby.
Jednakże gdy dziewczynka nie przestawała krążyć coraz
pospieszniej, Staś poszedł za nią i zapytał:
– Hej, mała ćmo! czemu tak latasz koło ognia?
Pytał jeszcze wesoło, ale już się zaniepokoił, a niepokój jego
wzrósł, gdy Nel
tłumacz polsko angielski odpowiedziała:
– Nie wiem.
Nie mogę usiedzieć na miejscu. – Co ci jest? – Tak mi jakoś nieswojo i tak dziwnie. A wtem oparła mu nagle główkę na piersiach i jakby przyznając się do winy, zawołała pokornym, przetkanym łzami głosem: – Stasiu, ja chyba jestem chora.

2008-10-22 23:27:21