W pustyni i w puszczy, rozdział 40, str. 4

Staś przejechał wzdłuż szeregu na słoniu, zupełnie jak wódz, który czyni przegląd wojska, po czym kazał Kalemu powtórzyć im swą obietnicę, że wyswobodzi Fumbę, i dał rozkaz wyruszenia do Lueli. Kali pojechał z kilku wojownikami naprzód, aby zapowiedzieć zebranym niewiastom obu szczepów, że będą miały niewypowiedziane i niebywałe szczęście zobaczyć dobre Mzimu, które przyjedzie na słoniu. Rzecz była tak nadzwyczajna, że nawet te
kobiety, które jako Wa-himki poznały w Kalim zaginionego następcę
tronu, sądziły, że młody syn króla żartuje sobie z nich, i dziwiły się,
że mu się chce żartować w czasach
reklama sms dla całego szczepu i dla Fumby
tak ciężkich. Gdy jednakże po upływie kilku godzin ujrzały
olbrzymiego słonia zbliżającego się do wałów, a na nim biały
palankin, wpadły w szał radości i przyjęły dobre Mzimu takimi
okrzykami i takim wyciem, że Staś w pierwszej chwili poczytał owe
głosy za wybuch nienawiści, a to tym bardziej że niesłychana
brzydota tych Murzynek czyniła je podobnymi do czarownic. Ale były to objawy nadzwyczajnej czci. Gdy namiot Nel
ustawiono w rogu targowiska, pod cieniem dwóch gęstych drzew,
Wa-himki wraz z Samburkami ubrały go w girlandy i wieńce z
kwiatów, po czym naznosiły tyle zapasów żywności, że
wystarczyłoby ich na miesiąc nie tylko dla samego bóstwa, ale i dla
jego świty. Zachwycone niewiasty biły pokłony nawet Mei, która przybrana w różowy perkal i w kilka sznurów niebieskich paciorków, wydała im się także, jako służka Mzimu, istotą daleko od zwykłych Murzynek wyższą.
Nasibu, ze względu na jego wiek dziecinny, został wpuszczony za wał i skorzystał natychmiast z ofiar przynoszonych dla Nel tak sumiennie, iż już po godzinie brzuszek jego przypominał wojenny bęben afrykański.

2008-10-26 10:50:52